Przybytek zła, braku elementarnej wiedzy, niekompetencji, …

Zmuszony zostałem sytuacją życiową odwiedzić w dniu dzisiejszym przybytek zła, braku elementarnej wiedzy, niekompetencji …… Tak zgadliście był to Wydział Komunikacji w Starostwie Powiatowym w Żyrardowie. Zapytacie się dlaczego tak mocno to traktuję. Od przeszło dziesięciu lat jeśli muszę coś załatwić w w/w urzędzie dostaje mdłości, ścisku żołądka, bólu głowy i cokolwiek innego aby się tam tylko nie pojawić. Za każdym razem jest pod górkę,  za każdym razem jest coś nie tak. Albo brakuje jakiegoś papierka o którym nikt nie wspominał że jest potrzebny, albo dane się nie zgadzają w komputerze z danymi w dowodzie osobistym, albo nagle zaczyna przeszkadzać ważny przegląd techniczny pojazdu bo go mało zostało a nikt nie powie na jakiej podstawie.

Przy poprzednim samochodzie w momencie jak skończyło się miejsce na pieczątki z badania technicznego pojazdu stwierdziłem że trzeba wymienić dowód rejestracyjny pojazdu. Złożyłem odpowiedni wniosek, ba nawet prawidłowo wypełniony, zapłaciłem opłatę za w/w dokument. Pani w okienku nr 1 (tak, dokładnie pamiętam) wymyśliła sobie że muszę udać się na stację diagnostyczną i dostarczyć zaświadczenie o pozytywnie zakończonym badaniu technicznym pojazdu. Na moje argumenty że przegląd jest jeszcze ważny przeszło trzy tygodnie nie potrafiła racjonalnie odpowiedzieć. Po prostu „NIE BO NIE”. Z koniem kopać się nie będę, tak samo jak z betonem urzędniczym i nie będę się kłócił z biurwami nie mając porządnych argumentów. Skoro nie to nie. Dowód od czterech lat czeka na to aż go odbiorę z wydziału komunikacji. A mi się nie śpieszy, jeszcze trochę wolnego miejsca zostało w dowodzie, zresztą w chwili obecnej nie ma to już znaczenia. Auto w ciągu dwóch miesięcy trafi albo do nowego właściciela albo zostanie przeliczone na kg. W chwili w której ta Pani poinformowała mnie o tym że „muszę” wykonać przegląd techniczny, takie „muszę” nie miało żadnych podstaw prawnych. Sprawa zupełnie inaczej by wyglądała w momencie kiedy chciałbym po jakimś czasie odebrać nowy dowód rejestracyjny pojazdu. Nawet się Pani nie zająknęła że jest taki przepis że, aby odebrać dowód rejestracyjny pojazdu jego przegląd techniczny musi być ważny jeszcze przynajmniej dwa tygodnie. Sądzę że nie wiedziała o tym.

Inny przypadek, zmuszony zostałem wymienić dokument zwany „prawo jazdy”. Po wypełnieniu wniosku, dostarczenia zdjęcia, wyniku badania psychotechnicznego i innych „wymaganych” dokumentów okazało się iż nowy dokument otrzymam z datą ważności uprawienia jeden rok. Miałem bezterminowo a tu nagle takie coś. Bez żadnego tłumaczenia, ot tak jest i już. Tak zgadliście, nadal ten dokument czeka na mnie w wydziale komunikacji.

Dwa miesiące temu musiałem zarejestrować samochód. Przygotowałem się porządnie, przeczytałem wszystkie właściwe ustawy, naszykowałem sobie z nich wyciągi z najważniejszymi punktami. Ktoś powie że szykuję się jak na wojnę. Na wojnę z biurwami trzema mieć odpowiednie argumenty, których nie da się podważyć. Ale już podważenie ich kompetencji jest jednym z dwóch największych sukcesów. Więc naszykowany (czyt. uzbrojony w ustawy), złożyłem wypełniony wniosek. W trakcie jego rozpatrywania okazało się iż … (i tu mnie zamurowało) nie zgadza się adres w moim dowodzie osobistym z adresem który jest w komputerze. Zgrzyt to mało powiedziane. Ale chwilę się zastanowiłem i wytłumaczyłem Pani możliwe okoliczności powstania niezgodności adresów. I tu zamurowało mnie po raz drugi. Pani chwyciła za telefon, wykręciła numer i w kilku mocnych acz kulturalnych słowach powiedziała do drugiej osoby co o jej pracy myśli, a następnie zapytała się o mój adres i to który jest w końcu prawidłowy. Chwilę później wyszedłem z urzędu z załatwioną sprawą. Wtedy pierwszy raz od naprawdę długiego czasu spotkałem w tym miejscu urzędnika.

Dzisiaj odebrałem dowód rejestracyjny tego pojazdu. Bez żadnych problemów. A godzinę później rejestrowałem kolejny samochód. Czekam i myślę do którego okienka trafię. Może będzie to nr 3, młoda urzędniczka która mi wtedy pomogła. Czy może okienko nr 1 w którym siedzi biurwa. Chwilę później już wiedziałem że to nie będzie dobry dzień. Ale uzbrojony po zęby idę do okienka, podaję dokumenty i czekam kiedy będzie czegoś brakować, coś się nie będzie zgadzać. Długo nie czekałem. Znowu zostałem zaskoczony, cóż inwencja twórcza musi być większa niż brak kompetencji. Pani się nie podobało tym razem że w dowodzie rejestracyjnym pojazdu są dane poprzedniego właściciela oraz jego adres domowy, a na fakturze zakupu jest nazwa działalności gospodarczej oraz adres jej siedziby. Mimo iż oba dokumenty dotyczą tej samej osoby było wymagane oświadczenie że właściciel adres domowy jest wystawcą faktury firma adres prowadzenia działalności i miała miejsce taka transakcja. Oświadczenie można było na szczęście dostarczyć mailem (technika weszła do wydziału). W trakcie dalszych czynności dostałem wiadomość że oświadczenie zostało wysłane na wskazany adres, ale jej tego nie powiedziałem. Pojazd udało się zarejestrować. Ani przez chwilę nie widziałem żeby Pani sprawdzała maila, lub dowiadywała się o stan dostarczania oświadczenia. Nie wiem do chwili obecnej czy oświadczenie było jej na coś potrzebne, czy było to maskowanie jej niekompetencji. Osoba od której kupiłem pojazd, a która potrafi w ciągu roku zarejestrować trzy – cztery pojazdy,  z taką bzdurą spotkała się pierwszy raz. Za miesiąc jadę po odbiór właściwego dowodu rejestracyjnego.

Przez przeszło dziesięć ostatnich lat jeden raz obsłużono mnie tak jak to powinno wyglądać. Jeden raz ktoś się wychylił poza ramy swoich obowiązków i pomógł więcej niż tylko musiał. Średnia jest bardzo niska, jest za niska na jakiekolwiek standardy. Czekam nadal na zmianę pokoleniową, wtedy się coś zmieni. Będę tam przychodził załatwiać swoje sprawy do urzędników, a nie odwiedzać i denerwować biurwy. Czego i sobie i wam życzę.