Grill

Kilka lat temu mój Ojciec kupił grill do złożenia. Po pół godzinie prób, jak już się prawie poddał i stwierdził iż tego się nie da złożyć zawołał „Paweł, choć tu i weź to złóż”. To przyszedłem, spojrzałem na paczkę części, jakieś śrubki, tłoczona blacha, dwie kartki papieru A4, podobno to instrukcja. Instrukcja której było raptem dwie strony mało czytelnego tekstu i jeden jeszcze mniej czytelny rysunek. Części niezbyt do siebie pasowały, śrubki różnego rodzaju i nie wiadomo dokładnie gdzie które umieścić, instrukcja w tym raczej nie pomaga. Ale czego się nie robi dla sprawy i  już po …. dwóch godzinach był złożony. „Bez tytułu inżyniera się nie dotykaj”, pierwsze słowa Ojca jak go zobaczył złożonego. Wydawał się wtedy super urządzeniem, ale taki nie był. W trakcie używania trzeba było uważać  aby się nie przewrócił na wietrze, aby dzieci się do niego nie zbliżały i go nie przewróciły lub żeby go samemu nie przewrócić. Na szczęście blacha z której był wykonany, cienka blacha, szybko dokonała żywota i został zakupiony kolejny grill. Ten był tym razem z grubszej blachy, posiadał kółka choć to raczej wada niż zaleta, posiadał przykrycie. Był całkiem przyjemny, a w zasadzie to nadal jest. Jego też musiałem złożyć, bo mogło się jego składanie skończyć na blachowkrętach.

W poprzednim roku rozpocząłem budowę altany, a w tym udało się ją trochę poprawić. Ponieważ nie samą pracą człowiek żyje a grilla planowałem już od dłuższego czasu, zapadła decyzja o jego budowie. Od początku wiedziałem że nie będzie to grill z blachy tłoczonej, nie zależnie od tego jak gruba będzie ta blacha i jakiego rodzaju będzie. Trochę brakowało mi na niego pomysłu aż zobaczyłem projekt w internecie. Grill był murowany, okrągły, z wiszącym rusztem, trochę niski. Ale to był projekt na którym oparłem budowę swojego grilla. Mogłem wybudować grill z kostki granitowej, ale za nią musiałbym zapłacić. Klinkier mi nie podchodził w myśl zasady iż każdy głupek może jechać na skład budowlany i nabyć cegły a później wybudować sobie taki sam grill. Z rozbiórki starego komina na garażu miałem trochę starej cegły, której część zużyłem do budowy kompostownika, a całkiem dużo zostało mi luzem. Dałem jej więc drugie życie. Miejsce do budowy było wstępnie wyznaczone, ale pojawiło się jedno ALE. Ponieważ w tym miejscu nie robiłem wcześniej żadnej imprezy typu grill, to nie wiedziałem jakie będę miał przewidywane warunki „pogodowe” do prawidłowego palenia grilla. Tu z pomocą przyszedł Teść, pożyczył swojego grilla. Mały, ciężki, żeliwny i tak jak poprzednie niski. Do każdego z nich trzeba się było schylać, trochę mnie to denerwowało. Rozpaliłem, ustawiłem z przewidywanym miejscu, wrzuciłem na ruszt kiełbaski. Kiełbaski zjedliśmy, piwo wypiliśmy, miejsce zostało sprawdzone i zatwierdzone. Zostało wykonać „papierowy” model w skali 1:1, tak aby było wiadomo jaka może być wielkość „produkcyjna” grilla i wędzarni. A czemu by nie od razu zrobić wędzarni na własne wędliny. I tym sposobem wiedziałem gdzie i jak to wielkościowo będzie wyglądać. Została sprawa wielkości rusztu i jego rodzaju. Na pewno będzie wiszący, tylko z jakich materiałów i w jaki sposób będzie wykonany. Po krótkich obliczeniach okazało się iż najlepiej będzie pasował w rozmiarze Ø70cm, ze stali nierdzewnej. Dlaczego nierdzewnej, a nie kuty albo z żeliwa. Żeliwo jest kruche i tak jak ruszt kuty ze stali nie będzie się łatwo czyścić. Natomiast nierdzewny nie jest kruchy, bardzo łatwo się czyści, a prawidłowo wykonany jest bardzo praktyczny i elegancki. Trochę nierdzewnych na alledrogo się znalazło, ceny już od 150 PLN. Ale tu pojawia się kolejne ALE. Sposób wykonania i jakość wykonania jakoś mnie nie przekonywała do najtańszych produktów. To spróbuję z trochę droższymi rusztami. Tu też bardzo dużo produktów odpadło z powodu sposobu wykonania. Ale nie wszystkie. Jest jedna firma która robiła ruszty w standardzie tak jak nikt z konkurencji. Ruszty były ładnie wykonane, z dobrych materiałów i grubych prętów. Kontakt z firmą, ustalenie danych technicznych rusztu, terminu wykonania, ceny, poszły gładko. To już wiedziałem gdzie będzie kupiony ruszt, jeden problem mniej.

Zaczęły się wakacje, raczej mi się nie śpieszyło ale przed końcem wakacji chciałem go skończyć murować. Niby to dużo czasu, jednak nie jestem specjalistą od murowania a ktoś inny nie wykona go tak jak go wymyśliłem (wiem to z praktyki). Cegły przewiezione na miejsce docelowe, szlifierka do ich czyszczenia w ruch i do pracy. Trochę się nakurzyło ale cegły wyglądały lepiej. I znowu problem. Zawsze mam problem z prawidłowym przygotowaniem zaprawy murarskiej, za słaba, za mocna, za taka, za śmaka i takie tam. Więc tyłek w samochód i do sklepu budowlanego po gotową zaprawę murarską. Sprawa rozwiązana. Cały worek zaprawy, do tego cztery litry wody i wymieszać. Kwadrans przerwy, ponowne mieszanie i można murować. Tego się nie da źle przygotować. Zaprawa gotowa i znowu problem. Jak zrobić idealne koło. Wywiercić dziurę w środku, wsadzić w nią stalowy pręt do którego przymocować 60-70cm drutu miedzianego. Drut zaczepić z jednej strony na stalowym pręcie z drugiej wygiąć końcówkę na długości 50cm. I mamy jak kontrolować czy to co murujemy jest okrągłe. Pierwsza warstwa zaprawy na gruboooo, tak aby wyrównać nie najlepszej jakości podłoże. Po drugiej warstwie było już idealnie równo.

Poziomica rządzi, zarówno krótka 40cm jak i dłuższa, tak 2m. Skoro ma być też wędzarnia, to potrzebuję drzwiczki do pieca. Krótka wizyta na pobliskim złomie pozwoliła się zaopatrzyć w ładne drzwiczki. Tylko złamane na pół. Spawanie wychodzi mi tak jak murowanie, no może trochę lepiej. Tu poznałem patent na spawanie żeliwa przy pomocy standardowych elektrod do stali. Działa. Drzwiczki całe, pomalowane odpowiednią farbą na czarny mat. A czemu nie. Przyszła pora na ich zamocowanie na pomocą 5” gwoździ, oczywiście odpowiednio wyprofilowanych. Odpowiednio wyprofilowane, a raczej wyrzeźbione przy pomocy szlifierki, zostały cegły w pobliżu drzwiczek, tak aby cały gwóźdź się schował. Kolejne pięć warstw cegieł zostało ładnie ułożonych aż do górnej krawędzi drzwiczek. Palenisko do wędzarni naszykowane, kanał dymny sztucznie wydłużony do przewidywanej długości, zostało naszykować „rusztowanie” i zbrojenie do zalania „stropu” paleniska wędzarni, a „podłogi” paleniska grilla. Nie przychodził mi żaden pomysł do głowy jak to zrobić aby później wyciągnąć bez problemu „rusztowanie” ze środka paleniska. Tu pojawia się stara prawda „doświadczenie jest bezcenne”.  Rozwiązanie podpowiedział mi Ojciec. Mam przecież z budowy trochę blachy falistej, więc czemu nie wykorzystać jej jako deski do „rusztowania”. Blacha była falista, była bo przy pomocy gumowego młotka zrobiła się płaska. A chwilę później przy pomocy nożyc do blachy zrobiła się pasująca co do centymetra w przewidywany otwór. Na nią ułożyłem trochę drutu, starą półkę z lodówki wykonaną ze stalowych prętów i innego metalowego złomu, który oczywiście odpowiednio powiązałem aby miał przewidziany przeze mnie kształt. I żeby się on nie zmieniał. Szybkie murowanie kolejnej warstwy i zalanie betonem „stropu”. Beton się skończył a strop niestety nie. Szybka wycieczka do pobliskiego sklepu po kolejne worki gotowej zaprawy i dolanie brakującej części wylanego stropu. Wyszedł dosyć gruby, co mu raczej nie zaszkodzi.

Zostały ostatnie dwie warstwy które powinienem wymurować. Ich jakość będzie od razu przy pierwszym spojrzeniu świadczyć o jakości wykonanie grilla. Trzeba je zrobić bardzo dokładnie i cegły muszą być idealnie pasujące. Narzędzie takie jak szlifierka nie da tu już rady, więc wykorzystałem ukośnicę do drewna. Chciałem ją wyposażyć w tarczę do cegieł, ale ceny tarcz były z kosmosu. Jeśli ktoś pracuje na tym zarobkowo to dla niego ta cena nie jest straszna bo to w końcu narzędzie pracy dzięki któremu zarabia pieniądze. Ale dla kogoś kto potrzebuje to w życiu użyć raz przez kilka godzin to nic ciekawego. Okazało się iż ceny tarcz do drewna są sześć razy mniejsze. Wykorzystałem do cięcia cegieł ukośnicę wyposażoną w tarczę do drewna. Dała radę, muszę ją tylko naostrzyć teraz. Zanim przystąpiłem do cięcia obliczyłem dokładnie kąt pod jakim powinienem ciąć cegły, 12 stopni. Cegły na ostatnie dwie warstwy naszykowałem co do sztuki i …. pojechałem z rodziną na wakacje nad morze. Wróciliśmy opaleni po tygodniu i przed końcem wakacji ułożyłem ostatnie dwie warstwy cegieł. Zostało całość oszlifować przy pomocy szlifierki taśmowej, trochę wyrównać nierówności i poczekać aż beton ostygnie.

Pierwsze rozpalenie tzw techniczne wykonałem 9 dni później. Miałem tylko pół worka 2,5 kg węgla drzewnego co niezbyt okazale wyglądało po wsypaniu do paleniska. Rozpałka zadziałała jak należy i po chwili było dużo żaru, choć nie było go pełno. Trochę się martwiłem czy będzie się dobrze palić, bo palenisko było wykonane na szczelno, bez żadnych otworów od spodu. Delikatny wiatr zrobił swoje, jak dmuchał to się samo rozpalało, jak na wieczór ustał to żar wszedł w tryb samowygasania. Dopiero teraz zamówiłem ruszt, na który długo nie czekałem, kilka dni. 70 cm średnicy robi wrażenie, stal nierdzewna używana w przemyśle spożywczym, pręty 5mm oddalone od siebie o 14mm. Żadna kiełbaska nie wpadnie (raczej) już do paleniska z rusztu. W pobliskim sklepie z artykułami metalowymi nabyłem łańcuch ze stali nierdzewnej i linę z tej samej stali. Po połączeniu tego wszystkiego w całość została kwestia dokładnego wyznaczenia miejsca powieszenia rusztu, dokładnie nad środkiem paleniska. Jak widać udało się. 5 tygodni po ostatnich pracach mokrych nastąpiło pierwsze prawdziwe użycie grilla. Kiełbaska biała, śląska, kaszanka wyszły super, nawet chlebek. Czekam na porządny kawał wołowiny.

Zostało parę rzeczy to dokończenia takie jak korba do regulacji wysokości rusztu. Projekt wędzarni chwilowo utknął w miejscu, przez brak natchnienia na rozwiązania techniczne. Ale z nim też sobie poradzę. W kolejnym roku oczywiście.