Jazda koleją

Każdy użytkownik samochodu staje kiedyś pod ścianą, kiedy musi podjąć decyzję mającą na celu przedłużenie życia swojego pojazdu. Przychodzi taki czas kiedy trzeba wykonać czynności eksploatacyjne których się sam nie podejmie. A ich nie wykonanie może zakończyć żywot naszego pojazdu. Do takich czynności należy wymiana rozrządu i kilka innych czynności. Większość rzeczy można zrobić samemu. Ale jednak pewne rzeczy wolę oddać w ręce specjalistów. Zwłaszcza jak mam grzebać w silniku kolizyjnym.

W silniku bezkolizyjnym nie ma problemu w razie pomyłki. Jeden raz taki silnik w samochodzie miałem. W przypływie natchnienia rozrząd w nim rozbierałem cztery razy. Dwa złożyłem nieprawidłowo. Dwa prawidłowo. Jeździł jeszcze pewien czas. I kiepsko skończył, ale nie z powodu mojego jego składania. Pewien dziadyga wyjechał mi na czołówkę. Dzięki refleksowi i wzmocnieniom w drzwiach nikomu nic się nie stało. Ale samochodu nie ma już.

Musiałem jakoś do pracy jeździć więc trzeba było coś wybrać. Tym razem wybrałem 1.9 JTD. Tak, ten śmierdzący, śmiercionośny, niemodny, trujący diesel. I teraz ekozjeby podniosą lament „diesel truje, śmierdzi, dymi i w ogóle”. Według nich tylko prąd jest eko. Ale te same ekozjeby w swoich mądrościach zapominają prostej rzeczy. Skąd się bierze prąd. Niektórzy twierdzą że z gniazdka, inni że z powietrza. Ja twierdzę że w Polsce ze spalania węgla. Czyli nadal powstaje zanieczyszczenie. Może jest go mniej. Może nie. Ale jest też inna strona tej bajki. Samochody elektryczne. To taki wynalazek z silnikiem elektrycznym który ma świetne parametry. Ale te parametry okupione są potrzebą wyprodukowania bardzo specjalistycznych podzespołów o bardzo specyficznych wymaganiach. I chodzi tu głównie o akumulatory które muszą bardzo łatwo oddawać energię elektryczną co ją przyjmować. Przy takim traktowaniu bardzo się grzeją więc zachodzi potrzeba ich chłodzenia i zabezpieczania aby w najbardziej się bardziej nie rozgrzewały. To powoduje utratę parametrów o które tak walczyli konstruktorzy. Akumulatory których wyprodukowanie jest tak szkodliwe dla środowiska jak wyprodukowanie 1.9 JTD i jazda nim przez 8 lat. I to zanim w ogóle elektryczny samochód dotknie kołami asfaltu. Pojawia się również problem utylizacji takich pojazdów. O ile w przypadku utylizacji samochodów z silnikami benzynowymi lub diesla obecne technologie sobie całkiem dobrze radzą i potrafimy bez dużej szkody dla środowiska w pełni zutylizować tego typu pojazdy. To zutylizowanie akumulatorów pojazdu elektrycznego takie proste nie będzie. Pierwiastki potrzebne do ich wyprodukowania są w znakomitej większości bardzo toksyczne. Bezpieczne zutylizowanie jest obecnie bardzo kosztowne choć możliwe. Na szczęście ekozjeby mam ….. w dupie.
Ale wracając do 1.9 JTD po szybkim najechaniu prawie 20kkm trzeba było zrobić kolejny przegląd olejowy i w końcu rozrząd. Bo go po zakupie nie robiłem. Części zostały kupione, samochód do mechanika wstawiony. Miał być jeden dzień, czy będzie jeszcze nie wiem. Ale to spowodowało iż musiałem się do pracy jakoś dostać. Mógłbym zabrać żony samochód, ale jej smok pali ile mu się wleje i ostatnio ma dziwne problemy z oddawaniem mocy. Jakiś taki leniwy się zrobił. Więc niestety zostałem zmuszony do jazdy koleją, a dokładnie koleją mazowiecką.
Od czasu jak wspólne działania PLK i kolei mazowieckich wyleczyły mnie z komunikacji publicznej staram się unikać jak diabeł święconej wody jakiejkolwiek komunikacji publicznej. Ale niestety zdarzają się sytuacje kiedy nie ma już innego wyjścia i jestem zmuszony. Tak też było teraz. Żona dostarczyła mnie na stację kolejową. Nabyłem drogą kupna bilet i poszedłem czekać na ten cud wehikuł w nadziei że może po tylu latach remontów i wymianie taboru ten cud techniki dojedzie o czasie. Po kilku minutach było jasne że nie dojedzie o czasie. Przyjechał w opóźnieniem. Na miejsce też dojechał z opóźnieniem, nic nie nadrobił po drodze.
Po południu trzeba było wracać do domu, niestety tym samym środkiem lokomocji. Oczywiście pociąg się nie tylko spóźnił, ale jeszcze postał w peronach zanim odjechał. Cóż były ważniejsze pociągi które akurat musiały go minąć. Więc z jeszcze większym opóźnieniem ruszył dalej. Stanął 300m metrów przed stacją końcową a z głośników wybrzmiał komunikat iż ze względu na remont podróż będziemy kontynuować za 10 minut. Tak, REMONT. Remont trasy która ostatnio była remontowana 3 lata temu.
I po kolejnych 10 minutach pociąg ruszył i zakończyłem swoją tragikomiczną podróż. Byłem w domu o ponad godzinę później niż gdy zwykle wracam samochodem. Jestem tak zmęczony tą podróżą że nic mi się nie chce.

Czekam na telefon od mechanika że już skończył mój samochód. Nawet o 22 pojadę go odebrać. Tylko po to aby nie musieć znów jechać koleją.

ps. Kolej może się nadal gonić. Odebrałem samochód YEAAAHH!!!