Jak kolei kolejny raz zawiodła

Niestety życie zmusza mnie kolejny raz do skorzystania z usług kolei. Sprawdziłem rozkład jazdy, umówiłem się z żoną na odbiór mojej osoby ze stacji i ruszyłem. Samochód zostawiłem u mechanika z opisem objawu usterki do usunięcia. Poszedłem do kasy i nabyłem bilet. Czas -10 minut. Więc czekam. Za chwilę komunikat że jest opóźnienie 10 minut. 10 minut może przeżyje, nie zbawi mnie to. Za kolejną chwilę następny komunikat, tym razem opóźnienie 20 minut. Więc sobie myślę „kolejny raz dałem szansę i kolejny raz porażka po stronie kolei”. Zameldowałem pracodawcy że się spóźnię i czekam dalej a tu …. Kolejny komunikat, tym razem 35 minut. Dlaczego skoro kolei nie dotrzymuje umowy którą zawarłem na przejazd z punktu a do punktu b, dlaczego muszę płacić za bilet. Dlaczego nie zwrócą mi pieniędzy w związku z nienależytym wykonaniem umowy. Właśnie poszedł kolejny komunikat, już mamy 55 minut.

I kolejny komunikat tym razem 46 minut, dziwnie nietypowo. Cała ta kolei to jedna wielka porażka. Jak powiedziała moja koleżanka z byłej pracy, a powiedziała to bardzo mądrze „skoro tak narzekacie na kolei to należy te tory zalać betonem”. Jak się tak zastanowić to ile byśmy mieli dróg szybkiego ruchu (proste, z łagodnymi łukami), które znacznie by zmniejszyły czas przejazdu i drogę przebytą i korki. A jak by zmniejszyło się spalanie, przecież samochód jechał by typowo po trasie a nie po mieście. 43 minuty. 

I wreszcie dotarł. Wynik końcowy 45 minut. Jak przyjdzie konduktor to go muszę zapytać o nazwisko osoby która zwróci mi pieniądze za nienależyte wykonanie usługi. Ciekawe czy będzie w stanie podać? Jak na razie go nie widać, chyba się boi wyjść.

W tym tygodniu przynajmniej kilka dni będę musiał korzystać z kolei. Ciekawe ile razy jeszcze zawiedzie?