Wściekła ryba
W 2017 spełniłem jedno ze swoich marzeń z dzieciństwa. Założyłem własne akwarium. Wpadła wolna gotówka. rozejrzałem się ile co będzie kosztować. Zaprojektowałem i wykonałem szafkę pod akwarium. I to ze sporym naddatkiem. Akwarium planowałem 112l, a szafka ma miejsca na wzmocnienia tak aby mogła wytrzymać akwarium 375l. Delikatnie należy liczyć że takie akwarium ważyć będzie pół tony. Następnie w ciągu jednego dnia załatwiłem cały sprzęt, oprócz pompki napowietrzacza. Pompkę nabyłem w ciągu kolejnego tygodnia, zresztą nie było z nią pośpiechu. Przywiozłem wszystko do domu umyłem, oprócz jednej ważnej rzeczy, i postawiłem. A tą ważną rzeczą której nie umyłem był żwir który wykorzystałem. Tak więc akwarium postawiłem na brudnym żwirze.
Ten przywiązany trytytkami kamień to balast do korzenia. Korzeń wygotowałem kilkukrotnie (za co mnie żona chciała zamordować), choć pewnie i tak za mało. Bo to korzeń sosnowy, chętnie przytuliłbym jakiś korzeń z dębu, ale nie miałem. Posadziłem w tym samym dniu kilka roślinek które dostałem razem z akwarium. Słabo to wyglądało ale roślinki świetnie dały sobie radę.
Po cały dniu ciężkiej pracy filtra oczyścił wstępnie wodę, i wreszcie było widać cokolwiek jak to chciałem urządzić. Żadnych ryb na tym etapie nie było, choć były ślimaki. O ślimakach dowiedziałem się trochę później. Filtr pracował, mielił wodę, bakterie się tworzyły, światło włączałem rano i wyłączałem wieczorem i tak sobie to żyło. Po tygodniu
widać było już wyraźnie że roślinki czują się dobrze. Rosną i wszystko wygląda ok. Pojawiły się również pierwsze glony, co jest całkowicie normalne.
Glony oczywiście dały czadu trzy tygodnie później jak już było trochę obsady, danio, glonojad, gupiki.
Potraktowałem glony chemią i było lepiej. Jednak chemia ma to do siebie że efekty uboczne wracają później.
Pozbyłem się kamienia jako balastu i trytytek do jego zamocowania. Nie wyglądało to za specjalnie. Rozwiązałem to inaczej i tego w ogóle nie widać. Korzeń już sam tonie. Glony się uspokoiły, gupiki się rozszalały, roślinki też się ruszyły.
Następnie dołożyłem kilka molinezji złotych i czarnych, tęczanki neonowe. W pewnym momencie tych rybek to było całkiem sporo i trochę przerybione było akwarium. Aż wpadłem na pomysł aby dokupić jeszcze brzanki brokatowe, brzanki titteya. Brzanki brokatowe mają paskudną cechę charakteru jak jest ich za mało, dlatego kupiłem od razu minimalną zalecaną ilość 6szt. Natomiast warunki w których je przewoziłem sprawiły że przez dłuższy czas miałem w akwarium ospę. W tym samym czasie miałem inwazję ślimaków. Z ospą walczyłem przy pomocy chemi, soli, temperatury i trochę mi się zeszło zanim się z nią uporałem. I niech ktoś mi teraz powie „zdrów jak ryba”. Na inwazję ślimaków stwierdziłem że skoro mają naturalnego wroga to czemu by go nie zatrudnić. Zakupiłem helenki 2szt. Od tego czasu tylko widziałem na wierzchu skorupki po inwazji, reszta była zjadana. W trakcie walki z ospą okazało się że muszę wyjechać na ponad tydzień, a ponieważ moja z nią walka na razie była na przegranej pozycji to co jakiś czas padała mi jakaś ryba i trzeba było szybko wyławiać trupa aby nie szkodził wodzie. Aby nie kłopotać żony znów zatrudniłem naturę do roboty. Kupiłem dwie ampularie. Sprawy załatwiały jak się należy.
I tak co jakiś czas coś do akwarium dokładałem, ryby, nawozy dla roślinek, chemia na glony, chemia na inne świństwo. Akwarium starałem się regularnie czyścić aby jakoś wyglądało. Ale ostatnio je zapuściłem, przyszedł weekend i trochę czasu wolnego miałem. Wyczyściłem filtr, aż dziwne że cokolwiek jeszcze przepuszczał. Wyczyściłem szyby akwarium, wyrzuciłem kilka roślinek i trawnik który zdewastowały mi kosiarki, brzanka rekinia i zapewne helenki. Choć tych ostatnich od dłuższego czasu nie widziałem, ale wiem że są i działają bo nie ma inwazji ślimaków. Przy okazji czyszczenia wyskoczyła brzanka rekinia z akwarium, na podłogę. Leży więc na podłodze i się rzuca. Poczekałem kiedy się uspokoi i jak już to nastąpiło to ją z powrotem do akwarium. Chyba za bardzo jej na podłodze nie przeszkadzało bo jak kilka minut później coś robiłem z akwarium (dziś kilka godzin przy nim spędziłem) to ponownie zapragnęła odwiedzić podłogę. Znów musiałem poczekać aż się uspokoi i wtedy ją zebrać z podłogi i umieścić w akwarium. W związku z tym że to były naprawdę duże porządki w zbiorniku to kilka godzin później musiałem zajrzeć do filtra aby go wypłukać. I po raz trzeci tego samego dnia ta sama ryba wyskoczyła z akwarium. Tym razem dałem się jej dłużej pocieszyć jej ulubioną podłogą. Zebrałem się i umieściłem w akwarium. Wygląda na spokojniejszą, trochę, chyba. Obecnie zgasło światło więc zaraz idą spać, tak ryby chodzą spać. A ślimaki na żer. Jutro kolejny raz wypłukam filtr i mam nadzieję że nie wyskoczy ta zwariowana ryba.
W planach mam wymianę tego 112l na 375l. Ale po podliczeniu kosztów to wcale tak mało nie wychodzi. Delikatnie rzecz licząc to wychodzi mi jakieś 2 000 zł za komplet wyposażenia bez życia. A pięć rybek w takim zbiorniku wygląda dziwnie. No chyba że kupię jeszcze kilka takich szalonych ryb jak ta dzisiejsza. Jak dorosną to przy czyszczeniu akwarium obok ustawię patelnię z gorącym olejem. To w końcu ryba pochodząca od karpiowatych.